Polska metka – historia marki Petit Lights

-

– Chwile zwątpienia pojawią się prędzej czy później, ale pojawią się też te momenty najpiękniejsze, podczas których będziecie wiedzieć, że wszystkie trudności przechodzi się właśnie dla nich – zachęca do otwarcia własnej marki Agnieszka Bielak, właścicielka sklepu petit.lights. Poznajcie historię stojącą za marką z ręcznie wykonywaną biżuterią.


W cyklu „Polska metka” pokazujemy historie sklepów internetowych, by zainspirować Was do działania. Zobaczcie, jak wyglądały historie marek: Le SzapoHeykapakRadostkiCoffee & Sons oraz DzikiLas.


Jak wyglądała praca nad pierwszym produktem marki Petit Lights?

Pierwszy projekt produkt petit.lights jest dosyć sentymentalnym modelem, ponieważ został wykonany jeszcze w trakcie mojej jubilerskiej edukacji. Ze sztuką jestem związana już od 11 lat, a samą biżuterię traktuję jako małą formę rzeźbiarską – możliwość wyrażenia emocji poprzez kształt.  

Obrączka, którą wykonałam w ramach ćwiczenia inspirowana była naturą, a sploty i ażury miały nadać lekkości całej formie pierścionka, który dziś znajdziemy w moich produktach pod nazwą Roots.

Roots powstawał na zasadzie moich prób i błędów. Musiałam przetestować mnóstwo narzędzi oraz materiałów, aby jakość produktu była na najwyższym poziomie. Mimo że miałam już odpowiednie doświadczenie z pracą w jubilerstwie, samodzielne działania nad produktem okazały się czymś zupełnie innym. Pierścionek musiał być dokładnie odtworzony, zgodnie z pierwowzorem prezentowanym w sklepie internetowym. Dotychczas wszystkie moje prace były jednorazowymi obiektami, które nie były multiplikowane. Musiałam nauczyć się wytrwałości, dokładności oraz cierpliwości, co w branży jubilerskiej jest podstawą.

Po jakim czasie został sprzedany klientowi?

Pierwsze produkty zaczęły się sprzedawać już w pierwszym miesiącu mojej działalności, jednak konsumentami były osoby z mojego bliskiego otoczenia. Dopiero po około 2-3 miesiącach dzięki niezawodnej „poczcie pantoflowej” biżuteria zaczęła być nabywana przez ludzi zupełnie mi obcych, a wszystko to dzięki wysokiej jakości produktów. Ludzie są życzliwi i polecają produkt, jeśli widzą, że jest on wykonany z pasją i zaangażowaniem. Nie jestem w stanie jednoznacznie sprecyzować daty pierwszej sprzedaży, było to w okolicach czerwca 2019 r., kiedy mój sklep dopiero stawiał pierwsze kroki na rynku.

Co działo się dalej? Ile sztuk wyprodukowała Pani w pierwszym miesiącu?

Ilość od zawsze była u mnie uzależniona od aktualnych zamówień. W dobie dzisiejszej nadprodukcji nie chciałam zasypywać rynku kolejnymi sztukami niepotrzebnych przedmiotów, stąd czas oczekiwania na zamówienie to dwa tygodnie, ponieważ są one wykonywane na indywidualne zamówienie. Do dziś ta idea przyświeca marce petit.lights. Myślę, że w pierwszym miesiącu było to kilkanaście sztuk.

Jaki był wówczas plan?

Zarówno wówczas, jak i dziś plan, który wdrażam opiera się na slow fashion. Wysoka jakość biżuterii zwieńczona naturalnymi kamieniami w przystępnej cenie. Dziś jesteśmy zasypywani produktami wątpliwej jakości, natomiast petit.lights, to biżuteria wykonywana przeze mnie ręcznie od początku do końca. Ma służyć latami, a nie być jedynie krótkotrwałym przedmiotem, który po kilku latach straci swój blask. Sama od dziecka patrząc na mamę zachwycałam się jej naszyjnikami i pierścionkami. Kiedy dorosłam nastąpił u mnie przełom i w pewnym momencie doszłam do wniosku, że to co jest na rynku nie odpowiada mojej estetyce – konsekwencją było stwierdzenie, że w takim razie może sama powinnam stworzyć coś wyjątkowego.

Kiedy ustaliła Pani strategię rozwoju firmy, plan sprzedaży, budżet na pierwszy rok działalności?

Z racji tego, że firma petit.lights jest małym biznesem, plan sprzedaży oraz budżet nie jest przeze mnie ustalany z rocznym wyprzedzeniem. Prowadzę statystyki oraz planuję budżet, jednak jest to raczej z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. W pierwszych miesiącach był to plan, który powstawał na bieżąco, ponieważ nie miałam żadnego doświadczenia w prowadzeniu własnej działalności, dopiero po około roku wszystko zaczęło się krystalizować do formy jaką dziś możemy oglądać.

Na podstawie jakich kryteriów wybrała Pani platformę sklepową?

Tutaj dużą rolę odegrał doświadczony w branży platform sklepowych Michał Kochański. Zajmuje się tworzeniem stron, sam prowadzi własną firmę o nazwie Skroll, którą mogę z czystym sumieniem polecić każdej osobie planującej otworzyć sklep internetowy. Był moim głównym źródłem informacji oraz pomógł mi skupić się na najważniejszych rzeczach, o które powinnam zadbać przy tworzeniu własnej marki.

Dlaczego postanowiła Pani odrzucić inne platformy?

Zdałam się na doświadczenie kompetentnych ludzi w tej branży. Sama nie jestem i nigdy nie byłam ekspertką w sprawach platform, dlatego postanowiłam, że to firma Skroll dobierze mi najodpowiedniejszą ofertę, którą będę później w stanie samodzielnie obsługiwać.

Ile czasu zajęły Pani formalności i postawienie pierwszej wersji sklepu internetowego?

Myślę, że całość prac łącznie z pierwszymi planami sklepu trwała około 1,5 miesiąca. Było sporo wyzwań, z którymi musiałam się zmierzyć, ponieważ sklep internetowy był czymś zupełnie nowym w moim życiu, z czym dotychczas miałam styczność jedynie jako konsument.

Co wówczas było najtrudniejszym etapem związanym z produkcją, sprzedażą czy dystrybucją Pani produktu?

Najtrudniejsze zdecydowanie było dla mnie odnalezienie się na rynku. Z racji tego, że samodzielnie postanowiłam stworzyć od podstaw markę biżuteryjną nie miałam wiele wsparcia. Musiałam szukać osób doświadczonych w tej konkretnej dziedzinie. Sama produkcja nie była dla mnie procesem skomplikowanym, jednak dystrybucja oraz szukanie nowych klientów było na początku problematyczne. W głowie pojawiały się pytania „Jak przebić się przy tak wysokiej konkurencji?”, „Co wyjątkowego mogę zaoferować potencjalnym klientom, czego nie mają inni?”. Odpowiedź przyszła sama – jakość, zaangażowanie oraz bezpośredni kontakt z klientem. 

Kiedy widzę osoby uśmiechnięte, zakładające moją biżuterię, wtedy wiem, że realizuję coś, co nie tak dawno temu było jedynie moim marzeniem.

W jaki sposób budowała Pani hype wokół marki? Co sprawdziło się, a co nie w tej kwestii?

Najskuteczniejsi na początku okazali się pierwsi klienci, którzy zachwyceni jakością wykonania polecali moje produkty kolejnym osobom. Następnie postanowiłam postawić na social media. Instagram oraz Facebook są platformami, które w szybkim czasie pozwalają na dotarcie do konkretnych grup odbiorców zainteresowanych dziedziną, którą się zajmuję. Po pewnym czasie doszła także strona internetowa – jak się okazuje jest niezmiernie ważna, ponieważ konsument może bezpośrednio zapoznać się z całą ofertą sklepu.

Kiedy przyszedł moment, w którym poczuła Pani, że biznes idzie dobrze?

Myślę, że taki czas nadszedł po około roku od rozpoczęcia mojej pracy nad własną marką. Ludzie nabrali do mnie zaufania, a ja sama napędzana przez motywację innych uwierzyłam we własne siły. Początki zawsze są trudne, ale jeśli coś jest wykonywane z zamiłowaniem, wtedy praca staje się nie tylko obowiązkiem, ale jest również pasją, którą chcemy rozwijać. 

Co z perspektywy czasu uważa Pani za błąd? Co mogła Pani zrobić lepiej, inaczej?

Ciężko jest mi jednoznacznie opisać sytuację lub decyzję, którą uważałabym za błąd. Wszystko co robiłam do czasu rozpoczęcia działalności opierało się jedynie na moim doświadczeniu z rzemiosłem. Inne aspekty były przeze mnie eksplorowane na bieżąco, a każdy błąd uczył mnie czegoś nowego, dlatego w rezultacie nie mogę uznać tego za coś, czego bym żałowała, gdyż to właśnie ukształtowało mnie oraz moją markę petit.lights. 

Wciąż czuję, że jeszcze dużo pracy przede mną, ale mając wokół siebie życzliwych ludzi, którzy trzymają mocno kciuki wiem, że to czym się zajmuję jest nie tylko moją pracą, jest również moją pasją, która daje radość innym. 

Co chciałaby Pani doradzić początkującym?

Chyba to, co sama chciałabym usłyszeć będąc jeszcze raz na początkach swojej drogi – nie ważne, co robicie, róbcie to co kochacie. Marzenia się spełniają, jeśli się w nie wierzy i dąży do nich planując własne działania i rzetelnie pracując nad jakością produktów. Chwile zwątpienia pojawią się prędzej czy później, ale pojawią się też te momenty najpiękniejsze, podczas których będziecie wiedzieć, że wszystkie trudności przechodzi się właśnie dla nich. 


Czytelniku, jeśli chciałbyś opowiedzieć historię powstania Twojego sklepu – odezwij się na adam@mamsklep.pl

Mamy 2020!
Rozbrykaj swój sklep na dobre!
Raz w tygodniu dostaniesz od nas konkretną porcję wiedzy: 1 artykuł, 1 szybką poradę, 1 narzędzie.
Mamy 2020!
Rozbrykaj swój sklep na dobre!
Raz w tygodniu dostaniesz od nas konkretną porcję wiedzy: 1 artykuł,
1 szybką poradę,
1 narzędzie.