Współczesna polska grafika i ilustracja na wyciągnięcie ręki. Historia wallbeing.com

-

– Zaufaj swojej intuicji. Jestem zdania, że oprócz doświadczenia i wiedzy merytorycznej niezbędne jest podążanie za swoim przeczuciem – to bardzo pomocny drogowskaz. Czasami po prostu instynktownie czujemy, w jakie sytuacje nie wchodzić, a kiedy warto podjąć ryzyko – powiedziała nam Kasia Głogowska, założycielka wallbeing.com. Od blisko pięciu lat rozwija sklep z grafikami i ilustracjami polskiego autorstwa. Jak wyglądały jej początki? Tego dowiecie się z rozmowy.

W 2015 roku powstał sklep wallbeing.com. Dlaczego? 

W 2015 roku dojrzałam do zmiany, opuszczenia bezpiecznej pracy w instytucji kultury i pójścia za swoimi fascynacjami i intuicją. W tamtym czasie na rynku nie było tego rodzaju sklepu, a ja czułam, że wokół jest tylu niezwykle utalentowanych młodych twórców, których prace powinny trafić do ludzi, do domów, inspirować, poprawiać nastrój i dodawać kolorów codzienności.

Skąd pomysł na to, by sprzedawać plakaty przez internet? 

Mój pomysł na biznes zrodził się z pasji. Odkąd pamiętam niezwykle mocno działały na mnie bodźce wizualne – moją wyobraźnię ukształtowały książki z dzieciństwa ilustrowane przez Stannego, Szancera czy Rychlickiego. Grafika, plakat, ilustracja zawsze były mi bliskie, więc wall-being jest naturalną kontynuacją zainteresowań.

Moim marzeniem było stworzenie miejsca z wyselekcjonowanymi pracami artystów w przystępnych cenach. Współczesna polska grafika i ilustracja na wyciągnięcie ręki – to okazało się realne i właśnie za sprawą Internetu projekt nabrał rozmachu. Myślę, że nie byłoby to możliwe, gdybym rozpoczęła od tradycyjnego sklepu w jednym z dużych miast.

Pamiętasz pierwszy plakat, który chciałaś sprzedać na wall-being?

To był pewnie jeden z plakatów Magdy Pilaczyńskiej – mojej przyjaciółki, która od razu zgodziła się dołączyć do wall-being.

Z jakimi kosztami wiązał się start wallbeing.com? Niejeden pomyślał, że na pewno zaczęliście od zakupu cyfrowej drukarki wielkoformatowej za kilkaset tysięcy złotych. 

Zaczęłam od nawiązania współpracy z artystami. Moją największą inwestycją w tym czasie była strona internetowa. Zanim ruszyłam z e-commercem brałam udział w różnych targach związanych z designem i wystrojem wnętrz. Koszty wejścia na rynek okazały się zdecydowanie wyższe niż zakładałam. Nie zawierały żadnych nieprzewidzianych dodatków i takich „szczegółów” jak choćby koszt plotera, koszt aranżowanych sesji zdjęciowych, koszty targów, itd. Co więcej nie zawierały również znaczących w skali roku kosztów działań PR, prowadzenia Facebooka i Instagrama.

Czego dowiedziałaś się uczestnicząc na wspomnianych targach? Uważasz, że był to najlepszy sposób, aby przyjrzeć się bliżej branży, zanim się w nią wejdzie?

Targi są świetną okazją do przyjrzenia się branży, wyłapywania trendów, nowych talentów, spotkań z artystami i klientami. Na stoisku rozmawiam z ludźmi, przyglądam się ich reakcjom, mam okazję obserwować, co ich interesuje i czego szukają, dzięki temu lepiej rozumiem ich upodobania. To bardzo pouczające doświadczenie.

fot. Gosia Majewska

Jak od strony technicznej i poza nią wyglądały przygotowania do premiery?

Wszystkiego uczyłam się na bieżąco, „na żywym organizmie”, więc cały proces przygotowań był bardzo emocjonujący. Przygotowania odbywały się na dwóch frontach – od strony technicznej i produktowej, i oczywiście komunikacyjnej. Jeszcze przed premierą rozpoczęłam współpracę z agencją NuOrder, która stworzyła strategię działań komunikacyjnych na start i do tej pory prowadzi działania reklamowe wall-being.

Jakie pierwsze kroki poczyniliście, by po premierze pozyskać klientów?

Od razu ruszyliśmy z kampaniami na kanałach społecznościowych i Google Ads. Pierwszy rok był testowy – sprawdzaliśmy, co się sprawdza, badaliśmy efekty naszych działań i szukaliśmy optymalnych rozwiązań. Po mniej więcej roku regularnych analiz mieliśmy pełny przegląd skuteczności kanałów marketingowych i takich zagadnień jak np. skuteczne ścieżki kontrybucji czy media wspierające, ale nie konwertujące na sprzedaż. Dla nas bardzo ważny jest kanał social mediowy. Konsultowałam się też z bliskimi, mam w gronie przyjaciół wielu specjalistów różnych dziedzin i chętnie korzystałam z ich wiedzy i doświadczenia.

Zdradzisz w jaki sposób podejmowaliście się analizy kampanii w mediach społecznościowych? Co dokładnie mierzyliście?

Na samym początku najważniejsze było budowanie marki, pracowaliśmy nad rozpoznawalnością wall-being, więc kluczowy był zasięg naszych kampanii. Konwersja była niewielka, z czasem oczywiście się to zmieniło – konwersja stała się naszym głównym celem. Najważniejsze, że udało nam się zbudować społeczność, która nie tylko organicznie reaguje na nasze posty, ale również chętnie dzieli się z nami zdjęciami swoich wnętrz ozdobionych plakatami.

W jaki sposób dzisiaj komunikujecie się z klientami?

Jesteśmy sklepem internetowym, więc w naturalny sposób nasza komunikacja skupia się na działaniach w sieci. Oprócz spraw oczywistych, czyli codziennej komunikacji na portalach społecznościowych oraz kampaniach reklamowych, zależy nam na współpracy z instytucjami (m.in. The Spirit of Poland i Instytutem Adama Mickiewicza, czy z Filmoteką Narodową – Instytutem Audiowizualnym), portalami i influencerami. Bywamy na targach plakatu i designu, w zeszłym roku po raz pierwszy zaprosiliśmy też klientów do naszego biura na outlet plakatowy.

Które kanały sprzedaży przynoszą najwięcej zysku, a które najwięcej zainteresowania?

Największą skuteczność w naszym przypadku mają reklamy na portalach społecznościowych, wielu nowych klientów pozyskaliśmy też dzięki współpracy np. z portalami dla dzieci i instagramerkami, a także za sprawą samych artystów, którzy polecają wall-being. 

Jakimi zasadami kierujecie się tworząc komunikaty dla potencjalnych klientów?

Nasza komunikacja jest dosyć organiczna, wynika z tego jak postrzegamy nasz produkt – plakaty są piękne, inspirujące, zaskakujące, zabawne, więc komunikacja powinna oddawać „ducha” produktu. Naszymi klientkami są głównie kobiety, firmę tworzą również kobiety, więc dobrze wiemy, do kogo skierowany jest nasz przekaz. Staramy się, żeby nasze wpisy i reklamy były lekkie i pozytywne w przekazie, żeby ta odrobina koloru, którą codziennie zamieszczamy, dodawała otuchy i dobrej energii.

fot. Gosia Majewska

Jak wygląda codzienność zespołu wallbeing.com, a może codzienność prowadzenia własnego e-sklepu?

Codzienność jest całkiem przyjemna, mimo że składa się w dużej mierze z rutynowych czynności. Sprawdzamy zamówienia, odpowiadamy na pytania klientów, pakujemy plakaty, planujemy kampanie, kontaktujemy się z artystami. Teraz pracujemy intensywnie nad nową stroną, która pociągnie za sobą kolejne zmiany i wyzwania.

Kiedy w historii wallbeing.com pojawiły się chwile zwątpienia i jak je przezwyciężyliście?

Naturalnie, bywają trudniejsze momenty, ale szczerze mówiąc nie ma czasu, żeby się nad nimi zatrzymywać. Oczywiście zawsze staram się wyciągać z nich wnioski, ale też nie dramatyzować – chwile zmęczenia, czy zwątpienia są naturalne i czasem wystarczy je przeczekać.

Co jest najważniejsze w tworzeniu własnego e-sklepu? 

Prowadzenie swojego biznesu daje mi ogromną satysfakcję i przyjemność i to jest najcenniejsze. Cieszę się, że mogę sprzedawać piękne i interesujące prace zdolnych artystów, które trafiają do domów i miejsc pracy, stają się codziennym otoczeniem naszych klientów. Kiedy dostajemy zdjęcia pięknych wnętrz z naszymi plakatami na ścianach – czuję prawdziwą satysfakcję.

Jakie są wady, a jakie zalety prowadzenia takiego sklepu jak wallbeing.com? 

Szalenie satysfakcjonujące jest to, że możemy wspierać naszych artystów na rodzimym rynku. Co ważne, wall-being to internetowa galeria z autorskimi pracami i ta „autorskość” ma odzwierciedlenie w cenie – to nie są obrazki z tzw. stocków, gdzie jedynym realnym kosztem sprzedawcy jest druk, lecz prace artystów, którzy są wynagradzani za sprzedaż każdego egzemplarza plakatu.

Jeśli chodzi o wady – trudny bywa fakt, że nie mamy wpływu na wszystko, choćby kwestie dostarczania zamówień – polegamy na firmach kurierskich itp. Jednak, gdy próbuję podsumować, bilans jest zawsze na plus.

Na wall-being nie znajdziemy plakatów zagranicznych artystów? Dlaczego?

Od samego początku zakładałam, że chcę promować i sprzedawać prace rodzimych artystów. Artystów, których znałam, podziwiałam, a którzy nie mieli własnych kanałów dystrybucji.

Dlaczego nie prowadzicie stałej stacjonarnej sprzedaży i co musiałoby się stać, żeby to zmieniło się?

Tak jak wspominałam, pięć lat temu rynek wyglądał odrobinę inaczej. Boom na polskie wzornictwo i ilustrację dopiero nadchodził, rozkręcały się imprezy wokół rodzimego rzemiosła i sztuki. Sklep stacjonarny wiąże się z dużymi kosztami stałymi i ma ograniczony zasięg. Nie wiedziałam, jaka będzie reakcja klientów, więc sklep internetowy wydawał mi się rozwiązaniem bardziej bezpiecznym. Dawał też szansę na ogólnopolski zasięg i start wiązał się z mniejszym ryzykiem.

Pamiętajmy, że wciąż poruszamy się w pewnej niszy – ludzi, którzy chcą mieć na ścianie coś wyjątkowego – coś, co ich wyraża. Czułam, że sklep internetowy doda mojemu projektowi skrzydeł. 

fot. Gosia Majewska

Mimo wszystko kiedyś planujesz otworzyć sklep stacjonarny?

Stacjonarny sklep z plakatami jest jednym z moich marzeń. Mam nadzieję, że będzie to naturalna droga rozwoju wall-being. Teraz jednak działam na innych frontach, rozwijam sklep online – pracuję nad nową stroną. Mam jeszcze kilka innych ruchów do wykonania, zanim spełnię marzenie o wall-being w wersji stacjonarnej.

Zdaję sobie też sprawę, że nasze plakaty oglądane na żywo niesamowicie zyskują, trudno oddać na zdjęciach ich kolory i urok. Szczególnie sitodruki, które ostatnio wprowadziliśmy do oferty – nie ma sposobu, żeby pokazać jak niezwykłe są w rzeczywistości. Ręcznie drukowane plakaty, na których pięknie układają się warstwy farby. To trzeba zobaczyć! Niestety w sklepie internetowym nie widać wszystkich niuansów druku.

Jakimi radami chciałabyś podzielić się z początkującymi sprzedawcami? 

Jeśli decydujesz się na e-commerce, poszukaj naprawdę dobrej i sensownej kosztowo agencji performance marketingu. Poza tym, zaufaj swojej intuicji. Jestem zdania, że oprócz doświadczenia i wiedzy merytorycznej niezbędne jest podążanie za swoim przeczuciem – to bardzo pomocny drogowskaz. Czasami po prostu instynktownie czujemy, w jakie sytuacje nie wchodzić, a kiedy warto podjąć ryzyko. 

Co sprawiłoby, że decyzję o otwarciu wallbeing.com podjęłabyś szybciej?

Na tę decyzję potrzebowałam czasu, to wywróciło moje dotychczasowe życie do góry nogami. Nie sądzę, żebym potrafiła podjąć tę decyzję wcześniej. Wszystko ułożyło się naturalnie, gdy byłam gotowa.

Od czego byś dzisiaj rozpoczęła przygodę z własnym sklepem? 

Podobnie jak wtedy, gdy zaczynałam: od biznes planu, analizy rynku, konkurencji, analizy finansowej. Z tą różnicą, że teraz mam zdecydowanie większą wiedzę na temat rynku e-commerce.


Kasia Głogowska. Założycielka wall-being. Pochodzi z Poznania, gdzie ukończyła Kulturoznawstwo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Przez wiele lat zajmowała się produkcją wydarzeń kulturalnych i wydawnictw. Wypełnia swoje wnętrza wyszukanymi grafikami, meblami vintage i roślinami. Ma słabość do wazonów i nietypowych dekoracji

Mamy 2020!
Rozbrykaj swój sklep na dobre!
Raz w tygodniu dostaniesz od nas konkretną porcję wiedzy: 1 artykuł, 1 szybką poradę, 1 narzędzie.
Mamy 2020!
Rozbrykaj swój sklep na dobre!
Raz w tygodniu dostaniesz od nas konkretną porcję wiedzy: 1 artykuł,
1 szybką poradę,
1 narzędzie.