Nie ma jednej drogi do sukcesu. Polskie sklepy o swoich początkach

-

– Często zarywałam noce, zaniedbywałam swój czas wolny i odpoczynek. Na szczęście potrafię się w takich intensywnych momentach spiąć i ostro pracować. Niestety, później mój organizm daje o sobie znać i zwyczajnie rozkłada mnie choroba – opowiedziała nam Katarzyna Deperas, założycielka Mokolen. Dlaczego otworzyła swój pierwszy sklep?

Zapytaliśmy twórców trzech wybranych polskich e-sklepy o to:

  1. Jak wyglądały początki Waszych sklepów?
  2. Kiedy zaczęliście zarabiać nad swoim pierwszym sklepem?
  3. Czy pierwszy sklep warto założyć po godzinach, czy lepiej rzucić etat?
  4. Jakie są wady, a jakie zalety pracy nad pierwszym sklepem po godzinach?
  5. Jakie są wady, a jakie zalety pracy nad pierwszym sklepem od początku na pełen etat?

Odpowiedzi na nasze pytania udzieliły:

pierwszy sklep

Monika Mizińska-Momčilović. Z wykształcenia metodyk języków obcych, na życie zarabia jako rękodzielnik, organizator wycieczek do Maroka (gdzie kilka lat mieszkała) i tłumacz. Najczęściej można spotkać ją w lesie, na Instagramie lub w kuchni przy pleceniu naszyjników oraz tworzeniu ziołowych naparów, maceratów i nalewek. Na swoim blogu bewilderslavica.com zaraża miłością do ziół, natury, outdoorowego stylu życia, lokalnego rękodzieła i rodzimych korzeni.  

pierwszy sklep

Katarzyna Deperas. Założycielka polskiej, etycznej marki Mokolen, która zajmuje się szyciem ubrań i akcesoriów z polskiego lnu. Porzuciła karierę inżyniera budownictwa na rzecz własnej marki. Na co dzień mieszka na warszawskim Starym Mokotowie, gdzie powstają wszystkie mokolenowe produkty. Entuzjastka ruchu zero waste. Poza wielką miłością do lnu, uwielbia również zajmować się swoją kolekcją roślin domowych.

pierwszy sklep

Justyna Nazarko. Współzałożycielka Pracowni Faramuszka. Od 2014 sprzedaje ręcznie malowane kubki. W firmie odpowiada głównie za e-sklep, obsługę klienta, reklamę i social media. Prywatnie absolwentka Bibliotekoznawstwa UJ, młoda mama, miłośniczka kawy, gór i książek. 

Od kiedy i w jakich okolicznościach postawiłaś wszystko na jedną kartę?

Monika Mizińska-Momčilović, właścicielka Slavica Studio: Długo zanosiłam się z zamiarem otworzenia firmy. Chyba jak większość osób mających firmy, nie lubię pracować dla kogoś, wolę sama sobie być szefem. Chodziło mi to po głowie kilka lat, aż w końcu stwierdziłam: robimy to, otwieramy sklep! Zawsze robiłam coś “po godzinach” więc ostateczna decyzja nie była nagła, tylko raczej płynna. Mam kilka źródeł dochodu, więc nie polegam tylko na rękodziele, co dało mi większą pewność i motywację do założenia firmy.

Katarzyna Deperas, właścicielka Mokolen: Z początkiem lipca 2019 roku rozpoczęłam studencki staż w firmie budowlanej. Bardzo szybko zorientowałam się, że zupełnie nie nadaję się do tej pracy. Osiem godzin siedzenia za biurkiem było dla mnie katorgą. Wybrałam ten staż trochę z przypadku, trochę z powinności i dopiero, gdy zaczęłam tam pracę, zrozumiałam swój ogromny błąd. Po kilku dniach rzuciłam to i na poważnie zaczęłam pracować nad sklepem Mokolen. Wreszcie odetchnęłam z ulgą, bo robiłam to, o czym od dawna skrycie marzyłam. Praca na swoim była i jest z resztą do dziś dla mnie wielką przyjemnością. Oczywiście, nie mogłabym sobie pozwolić bez wcześniejszych oszczędności i wsparciu mojego chłopaka.

Justyna Nazarko, współwłaścicielka Pracownia Faramuszka: Nasz sklep powstał w 2014 roku, ale przez kilka lat nie była jedynym źródłem dochodu. Od 2019 roku działamy jako spółka i utrzymujemy się z rękodzieła. Zdecydowałyśmy się na ten krok, ponieważ po kilku latach działalności byłyśmy już pewne, że zdobyłyśmy klientów i wyrobiłyśmy swoją markę na tyle, że utrzymamy się na rynku. Poza tym obie jesteśmy mamami małych dzieci, powrót do pracy na etat przestał nam się wydawać dobrym wyborem i wolałyśmy postawić na rozwój własnej firmy, dając sobie możliwość pracy z domu.

Po jakim czasie udało się Tobie zarobić na pierwszą wypłatę?

Monika Mizińska-Momčilović, Slavica Studio: Od razu, ale tak jak mówiłam, mam kilka źródeł dochodu w firmie.

Katarzyna Deperas, Mokolen: Już w dniu, kiedy wystartował mój sklep internetowy miałam pierwsze zamówienia, co ogromnie mnie zaskoczyło. A kilka dni później zorganizowałam imprezę powitalną w Kfiatonomii, czyli kwiaciarni, w której jest nasz stacjonarny showroom. Podczas otwarcia sprzedałam mnóstwo rzeczy i miałam okazję na żywo poznać moich klientów, co później zaowocowało kolejnymi zamówieniami.

O pierwszej wypłacie trudno mi jednak mówić, bo na samym początku nie zainwestowałam wszystkich swoich oszczędności, tylko postawiłam na to, co koniecznie. Zaś później z zarobionych pieniędzy, mogłam pozwolić sobie na kolejne wydatki. Z perspektywy czasu myślę, że postąpiłam bardzo rozsądnie, bo gdyby powinęła mi się na początku noga, mogłabym stracić jeszcze więcej.

Justyna Nazarko, Pracownia Faramuszka: Od samego początku (2014 roku), choć pierwsze wypłaty były raczej małym kieszonkowym. Po roku działalności dało się odczuć już wyraźnie większe wpływy. 

Dzisiaj, z perspektywy czasu, zaczęłabyś od pracy po godzinach, a dopiero później przeszła na full time?

Monika Mizińska-Momčilović, Slavica Studio: To zależy od osoby i zaangażowania w firmę. Trzeba trzeźwo myśleć, a nie fantazjować “założę firmę i pieniądze się zarobią”. Znam ludzi, którzy od razu skoczyli na głęboką wodę i utopili biznes. Znam takich, którzy skoczyli i pływają. Znam takich, którzy mimo stabilnego źródła dochodu “po godzinach” nie rezygnują z etatu, oraz takich, którzy na etacie rozwijali swój biznes i ostatecznie zrezygnowali z etatu. Nie ma zasady i jednej drogi do sukcesu.

Katarzyna Deperas, Mokolen: Mam to szczęście, że od razu mogłam ruszyć do pracy z kopyta i skupić się na Mokolen. Znam siebie doskonale i wiem, że jeśli się w coś angażuję, to cała się temu poświęcam. Chyba nie umiałabym pracować “z doskoku” i miałabym do siebie pretensje, że coś zaniedbuje. 

Justyna Nazarko, Pracownia Faramuszka: Tak. Uważam, że to była dobra decyzja, która pozwoliła nam na rozwinięcie działalności bez obaw o finanse. Żadna z nas nie ma charakteru rekina biznesu i nie jest skłonna do podejmowania ryzykownych decyzji. Prawdopodobnie gdybyśmy musiały od razu postawić wszystko na jedną kartę, rzucić pracę i założyć własną działalność to nigdy byśmy się na to nie zdecydowały. 

Jakie są wady, a jakie zalety pracy nad projektem po godzinach?

Monika Mizińska-Momčilović, Slavica Studio: Duże pokłady czasu i energii. Na etacie robisz swoje i idziesz do domu. Mając firmę pracujesz o wiele więcej.

Katarzyna Deperas, Mokolen: Co prawda od razu skupiłam się tylko na Mokolen i nie miałam drugiej pracy, jednak na początku łączyłam to z obowiązkami studenckimi. Ogromną wadą takiego rozwiązania jest to, że pracuje się cały czas. Kiedy w ciągu dnia byłam na uczelni, potem musiałam do nocy nadrabiać firmę. Często zarywałam noce, zaniedbywałam swój czas wolny i odpoczynek. Na szczęście potrafię się w takich intensywnych momentach spiąć i ostro pracować. Niestety, często później mój organizm daje o sobie znać i zwyczajnie rozkłada mnie choroba.

Za to wielkim plusem bycia na swoim i prowadzenia sklepu internetowego jest to, że można pracować wszędzie i o każdej porze. Ogranicza mnie tylko dostęp do sieci i gniazdko. Mogę wyjechać na wakacje praktycznie nawet jutro i stale mieć wszystko pod kontrolą.

Justyna Nazarko, Pracownia Faramuszka: Wadą jest zmęczenie. Osiem godzin pracy na etacie plus dojazdy, powrót do domu, szybkie ogarnięcie domowych spraw i praca do późnych godzin nocnych nad zamówieniami we własnej firmie. Ograniczona ilość czasu, który można przeznaczyć na malowanie kubków, to również zmniejszenie ilości zamówień, które można przyjąć. Wpada się trochę w błędne koło. Chcąc rozwijać własny biznes, trzeba tych zamówień realizować coraz więcej, a nie ma na to czasu jeśli to projekt po godzinach. Zaletą jest spokój psychiczny. Gdy ruch jest mniejszy lub ma się ochotę na urlop, to jest ta druga wypłata, z której można zapłacić rachunki. 

Co jest największą niedogodnością, ryzykiem postawienia wszystkiego na jedną kartę i pracy nad pierwszym sklepem od razu w pełnym wymiarze czasowym?

Monika Mizińska-Momčilović, Slavica Studio: Wszystko jest na Twojej głowie. Przeciążony serwer, braki w magazynie, reklamacje, papierologia, płacenie podatków, dopilnowanie rachunków… Trzeba pamiętać o wszystkim!

Katarzyna Deperas, Mokolen: Jeśli masz własną firmę, to zawsze jest jakieś ryzyko. Nie jest to przecież ciepła posadka na etacie. Gdy coś zrobię źle, ponoszę tego konsekwencje. Największą niedogodność zauważam w tym, że czuję powinność kontrolowania i sprawdzania wszystkiego. 

Justyna Nazarko, Pracownia Faramuszka: Dla nas najtrudniej jest się zawsze pogodzić z czynnikami, na które nie mamy wpływu, a niosą ze sobą problemy. Teraz stoimy przed koniecznością wycofania najpopularniejszego modelu kubka w naszym sklepie, ponieważ został wycofany z produkcji. Musimy go czymś zastąpić, a nie wiadomo jak nowy model się przyjmie.

Poza tym, własny sklep to ogrom pracy. Dwa lata temu został zamknięty jeden z portali, na którym miałyśmy świetną sprzedaż i również ciężko było przewidzieć jak to wpłynie na przychody naszej firmy. Ciągle staje się w obliczu zmian z ciężkimi do przewidzenia konsekwencjami, a trzeba na nie reagować szybko i bezbłędnie.


Jeśli chcecie dowiedzieć się, co musiałoby się stać, by zaproszeni do artykułu twórcy sklepów rzucili etat, przeczytajcie pierwszą część artykułu.

Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Mamy 2020!
Rozbrykaj swój sklep na dobre!
Raz w tygodniu dostaniesz od nas konkretną porcję wiedzy: 1 artykuł, 1 szybką poradę, 1 narzędzie.
Mamy 2020!
Rozbrykaj swój sklep na dobre!
Raz w tygodniu dostaniesz od nas konkretną porcję wiedzy: 1 artykuł,
1 szybką poradę,
1 narzędzie.