Reklama

Jesteśmy dumni, że tworzymy skarpetkową wspólnotę. Historia Many Mornings

-

– Nie słuchajcie “ekspertów”, słuchajcie siebie – doradził początkującym przedsiębiorcom Maciek Butkowski, jeden z założycieli Many Mornings. Wraz z zespołem tworzy skarpetkową społeczność. – Według nas Many Mornings to nie jest supermarketowy produkt, tylko ważna część codzienności – dodaje.

Jak wyglądała historia Many Mornings? Czy dziś łatwiej byłoby otworzyć skarpektowy biznes? Na te i na wiele innych pytań odpowiedział Maciek Butkowski.

Niebawem minie sześć lat od premiery pierwszych skarpetek ManyMornings. Co przez ten czas było największym sukcesem?

Co jest największym sukcesem? Fakt, że świętujemy kolejne urodziny w coraz szerszym gronie, co przecież najlepiej świadczy o tym, że stale się rozwijamy. Nasz codzienna praca przynosi efekty, dookoła brandu stworzyliśmy liczną społeczność. Cóż, dziś możemy powiedzieć z dumą, że tworzymy skarpetkową wspólnotę. 

Jak wyglądały początki ManyMornings?

Pierwsze skarpetki Many Mornings dystrybuowaliśmy przede wszystkim w gronie rodziny i znajomych. To właśnie bliscy byli pierwszymi konsultantami naszych projektów. Najpierw uczyliśmy się samodzielności niemal w każdej dziedzinie. Firma zatrudniała niewielu pracowników, a wiele funkcji łączyło się w osobach Maćka i Adriana – założycieli marki. Wdrożyliśmy się w proces produkcyjny i nauczyliśmy dziewiarskich tajników, by znać swoją firmę od podszewki oraz móc uczestniczyć w powstawaniu produktu na każdym etapie. 

Jednak nasz pomysł chwycił niemalże od razu! Błyskawiczny sukces był dla nas samych zaskoczeniem, musieliśmy gonić potrzeby logistyczne i organizacyjne. Po dwóch miesiącach od rozpoczęcia działalności wprowadziliśmy na rynek innowacyjny wzór o nazwie Fish and Scales – czyli pierwszy model skarpetek nie do pary. Prawie 6 lat temu widok dwóch różnych skarpetek na stopach wprawiał większość osób w zakłopotanie.

Mimo to, z dnia na dzień nasze pomysły zyskały popularność, a my musieliśmy dostroić wszystko pod oczekiwania. Wkrótce ruszył sklep internetowy, a także pierwsza wyspa w łódzkiej Manufakturze. W 2018 w Poznaniu powstała następna wyspa. Dziś mamy wiele punktów stacjonarnych w całej Polsce, niedawno otworzyliśmy też firmową wyspę w Hamburgu. Skarpetki Many Mornings są już dostępne w 28 krajach!

Z jakimi problemami borykaliście się jako początkujący producenci, sprzedawcy?

Na początku wszystko było dla nas wyzwaniem. Ponieważ zaczynaliśmy rozemocjonowani pomysłem, ale praktycznie z zerowym doświadczeniem biznesowym, musieliśmy szybko zdobyć specjalistyczną wiedzę. Bardzo szybko trzeba było też nauczyć się, jak obsłużyć potrzeby naszych użytkowników – choćby stworzyć nowe kolekcje. Rozmach produkcyjny, który towarzyszył wprowadzeniu na rynek premierowych wzorów, zachwycał i przerażał jednocześnie. Samo wykonanie unikatowych zdjęć i materiałów marketingowych angażowało olbrzymie nakłady pracy. Przede wszystkim dlatego, że od razu postawiliśmy sobie za cel absolutny perfekcjonizm, nie lekceważąc nawet najmniejszych drobiazgów.

W jaki sposób podeszliście do stworzenia sklepu w pierwszej wersji? Domyślam się, że był to złożony proces.

Prawda niestety nie jest tak medialna, jakbyśmy sobie tego wszyscy życzyli (śmiech). Do tworzenia pierwszej wersji sklepu podeszliśmy z nieokiełznanym entuzjazmem, ale – tak jak w innych obszarach – jeszcze bez odpowiedniego doświadczenia i środków. Dlatego wiele kroków wykonywaliśmy intuicyjnie, w międzyczasie ucząc się dobrych praktyk zarządzania contentem. Zależało nam, by jak najszybciej zaistnieć jako e-commerce, ale proces tworzenia środowiska przyjaznego dla użytkownika rozwijał się przez lata. Właściwie to w dalszym ciągu trwa. 

Jaką platformę sklepową wybraliście i dlaczego taką?

Najpierw postawiliśmy sklep z wykorzystaniem infrastruktury WordPressa, później korzystaliśmy z platformy Shoplo. Wszystko to były jednak pierwsze kroki żółtodziobów. Dziś na pewno jesteśmy bardziej świadomi podczas wyboru rozwiązań i narzędzi. A przede wszystkim zdecydowanie bardziej samodzielni!

Na co postawiliście? Co było najważniejszym elementem ówczesnej strony głównej ManyMornings?

To całkiem zaskakujące – nawet dla nas samych – ale pierwsze wersje strony nie różniły się tak bardzo od tego, co dziś prezentujemy w wersji desktopowej. Zawsze mieliśmy dobrą intuicję! Od początku stawialiśmy na ekspozycję jakości wizualnych, które uważamy za naszą bardzo mocną stronę – jestem fotografem po łódzkiej filmówce. Zawsze dbaliśmy też o widoczność branżowego story – w końcu Many Mornings to w dalszym ciągu firma o rodzinnych korzeniach, produkująca lokalnie i dbająca o poczucie wspólnoty pracowników i użytkowników. 

Pamiętasz statystyki w pierwszym miesiącu działania? Ile osób odwiedziło sklep? Która para skarpet cieszyła się popularnością?

Och, zupełnie już nie pamiętam statystyk dotyczących codziennego użytkowania strony! Ale dobrze utkwiła nam w pamięci historyczna lista skarpetowych bestsellerów; w końcu w dalszym ciągu jest dla nas pewnego rodzaju drogowskazem przy planowaniu nowych kolekcji. Pierwszymi hitami sprzedażowymi na pewno była wielka trójka debiutów nie do pary: Fish & Scales, Bee Bee i Tropical Heat. Ostatnie dwa wzory są zresztą w dalszym ciągu dostępne i w dalszym ciągu bardzo popularne. 

Po jakim czasie dokonaliście pierwszych zmian w sklepie i czego dotyczyły?

Pierwsze duże zmiany polegały na całkowitym usamodzielnieniu naszego e-commerce. Pierwsze kroki w tym kierunku podjęliśmy po około czterech latach funkcjonowania firmy. Decydując się na taki krok, przedsiębiorca musi wziąć całkowitą odpowiedzialność za funkcjonowanie sklepu – także pod względem infrastrukturalnym i technicznym. Brzmi jak duża zmiana, prawda? (śmiech) W Many Mornings wiązało się to przede wszystkim z powołaniem i stabilizacją niezawodnego, eksperckiego zespołu IT, pracującego nad kolorowymi skarpetkami nie do pary na wyłączność. 

W jaki sposób gromadziliście społeczność wokół marki?

Och! To skomplikowane pytanie, na które nie ma łatwej odpowiedzi. Myślimy, że nasz produkt sam w sobie ma sporo magnetycznej siły, która wyzwala pozytywne emocje i poczucie wspólnoty. Dodatkowo jako brand od samego początku bardzo angażowaliśmy się socialowo, starając się nie tylko dostroić do potrzeb facebookowej oraz instagramowej społeczności, ale po prostu komunikując się szczerze i bezpośrednio. Wierzymy, że właśnie to zaprocentowało – traktowaliśmy i nadal traktujemy naszą grupę subskrybentów nie jako potencjalnych klientów, ale rzeczywiście jak grono znajomych. 

Z całą pewnością nie bez znaczenia jest też misja Many Mornings, jaką podjęliśmy od początku istnienia firmy. Mianowicie postanowiliśmy, że chcemy mieć pozytywny wpływ na świat. Brzmi jak banał, a jednak u nas wiązało się ze strategicznymi decyzjami. Powołaliśmy do życia duży program CSR-owy o nazwie SHAIR A PAIR!, który do dziś jest naszym oczkiem w głowie. W ramach SHAIR A PAIR! organizujemy wiele angażujących społeczność akcji dobroczynnych, chcąc polepszyć dobrostan zwierząt i wykluczonych grup społecznych.

Skąd pomysł na działalność charytatywną? Od początku albo przekazywaliście drugą parę skarpet potrzebującym, albo część zysku przekazywaliście potrzebującym.

Udało nam się odnieść sukces, ale nie wyobrażamy sobie, że będziemy jedynymi beneficjentami kolorowej mody. Naszym marzeniem jest pracować na rzecz społeczności i sprawić, by rozwój Many Mornings był także pozytywnym impulsem dla społecznego otoczenia. Pomysł – zgodnie z nazwą – polegał przede wszystkim na podwajaniu każdego zakupu i przeznaczaniu skarpetek na cele charytatywne. Bardzo szybko jednak skala naszego biznesu przerosła nasze pierwotne wyobrażenia, co powodowało nadpodaż dobroczynnych skarpetek. 

Dlatego od 2017 roku 5% przychodu ze sprzedaży detalicznej przeznaczamy na szeroko rozumiane cele dobroczynne. Na dziś wspieramy między innymi organizacje przeciwdziałające bezdomności zwierząt oraz wspaniałą osobowość – Maję Kotalę, która zakłada szkoły szwalnicze w Kenii. Mamy też własną akcję związaną z ideą less-waste, z której jesteśmy szczególnie dumni. Moglibyśmy o niej opowiadać długie godziny, więc może lepiej odeślijmy czytelników po więcej informacji na naszą stronę, zanim ten wywiad przekroczy dopuszczalną długość publikacji (śmiech).

Przejdźmy do teraźniejszości. Co ułatwiłoby Wam start dzisiaj?

Myślimy, że dzisiaj start byłby znacznie trudniejszy niż 6 lat temu. Oczywiście można byłoby liczyć na dofinansowanie publiczne, jednak wtedy liczyła się innowacja i szybkość działania. Teraz firmy produkujące kolorowe skarpetki rosną jak grzyby po deszczu. Ale kto wie, czy byłoby tak, gdyby kilku przedsiębiorców – w tym my – nie zrobiło pierwszych kroków? Trudno jest pisać historie alternatywne. Cieszymy się, że dziś jesteśmy w takim miejscu i nie chcemy sobie wyobrażać, że mogłoby być inaczej! (śmiech).

Jak wyglądają przygotowania do każdego dnia produkcji i sprzedaży skarpetek?

Przygotowań do produkcji nie liczymy tak naprawdę w dniach, a tygodniach, czasem i miesiącach. W momencie premiery nowego modelu skarpetek gotowi jesteśmy pokryć zapotrzebowanie na kilka tysięcy sztuk, jednocześnie dostarczając dany model do wszystkich punktów sprzedaży stacjonarnej. Jest to złożony proces logistyczny, który trwa u nas tak naprawdę cały czas. Posiadamy specjalistę, którego jednym z obowiązków jest monitorowanie zapasów i zarządzanie produkcją – to właśnie ta osoba dba o to, aby nigdy nie zabrakło żadnego modelu, a jeżeli już tak się stanie – to, aby szybko wrócił do sprzedaży. 

W jaki sposób dziś rozwijacie zaangażowaną społeczność?

Cóż, nie ukrywamy, że chcemy tworzyć love brand. Nie jest to jednak decyzja z wyrachowania, ale działanie z potrzeby serca i z lojalności wobec długoletnich relacji, które tworzymy z naszymi użytkownikami. Myślimy o Many Mornings nie jako o sprzedawcy-handlowcu, ale jako o przyjacielu czy osobowości internetowej, która dzieli się swoimi pasjami i przemyśleniami. Częstokroć angażujemy się w kulturę oraz wydarzenia społeczno-polityczne dookoła nas. 

Chcemy, by MM zawsze było partnerem do rozmowy – zarówno w skali bezpośredniej korespondencji z pojedynczym użytkownikiem, jak i w publicznych statementach. Many Mornings nigdy nie poucza, ale zawsze stara się znaleźć ciekawy temat, pozostawia przestrzeń na wolność osobistą oraz stawia na szaloną przyjaźń – bez krzty nudy. No i przede wszystkim – MM nigdy nie manipuluje! 

W Many Mornings chcemy towarzyszyć w życiowych sukcesach, podróżach, krzepić w chwilach trudnych, być dobrym omenem w momencie wyzwań. Many Mornings to po prostu wiele poranków, które niosą wiele możliwości.

Kontakt z użytkownikami Facebooka różni się od kontaktu z użytkownikami Instagramu?

Rzeczywiście trochę się różni. Komunikacja na Instagramie jest bardziej bezpośrednia i dotyczy często codziennych spraw oraz zwykłych aktywności. Użytkownik Instagrama jest w jakimś sensie b a r d z i e j  online. To typ użytkownika only mobile, który jest skłonny skracać dystans w kontakcie, komunikować codzienne emocje i całkiem proste sytuacje. Facebook jest jednak nieco bardziej oficjalny – Messenger skłania do składania nieco bardziej formalnych zapytań. Wydaje się, że to nie tylko różnica narzędzi i interfejsów, ale także trochę pokoleniowa. Na TikToku pewnie jest jeszcze inaczej, choć doświadczenia brandowe na tym kanale mamy dopiero w planach.

W jaki sposób przekładacie fanów/obserwujących na klientów?

Niczego takiego nie robimy. Według nas Many Mornings to nie jest supermarketowy produkt, tylko ważna część codzienności. Każdy subskrybent kanałów MM jest dla nas ważny i wiemy, że dla niego ważne są nasze skarpetki. 

Czym różni się sprzedaż offline od sprzedaży online?

Przy sprzedaży online możemy na dobrą sprawę dotrzeć do każdego, niezależnie od miejsca zamieszkania – przynajmniej w większości krajów na świecie. W związku z tym e-commerce jest znacznie bardziej egalitarny, nie wyklucza mieszkańców mniejszych miejscowości. Z kolei przy sprzedaży offline musimy być uniwersalni i myśleć także o małej architekturze naszych wysp oraz materialnej ekspozycji naszych kolorowych skarpetek. Do tego potrzeba jednak czas, dużo czasu! 

Udostępniliście możliwość współpracy z MM na zasadach franczyzy. Co muszę zrobić, żeby zacząć sprzedawać Wasze skarpety?

Nie do końca jest to współpraca bazująca na franczyzie, niemniej każda osoba prowadząca sklep, stoisko, sklep internetowy może się do nas zgłosić i wyrazić chęć współpracy. Przy doborze partnerów na terenie kraju, jak i poza jego granicami kierujemy się kilkoma zasadami, tak aby  wspólnie dbać o dobry wizerunek firmy. Skrupulatnie doprecyzowujemy więc warunki współpracy, ale niech nie zniechęca to naszych przyszłych partnerów! (śmiech) Zapewniamy, że korzystają na tym wszystkie strony, dzięki strategiom działań wypracowanym przez długie lata doświadczenia. Wystarczy więc zgłosić się do naszego przedstawiciela B2B i razem odważnie spojrzeć w biznesową przyszłość. 

Co mógłbyś doradzić początkującym przedsiębiorcom?

Nie słuchajcie “ekspertów”, słuchajcie siebie. Bądźcie otwarci na zmianę – sytuacji, rynku, siebie, kierunku. Bawcie się i cieszcie się tym, co robicie!


Maciek Butkowski. Jeden z dwóch założycieli firmy, artystyczna dusza Many Mornings, człowiek odpowiedzialny za każdy materiał wizualny, jaki trafia do naszych odbiorców. Oaza spokoju, opiekun, jeden z najlepszych graczy w Fifę w zespole. 

Mamy 2020!
Rozbrykaj swój sklep na dobre!
Raz w tygodniu dostaniesz od nas konkretną porcję wiedzy: 1 artykuł, 1 szybką poradę, 1 narzędzie.
Mamy 2020!
Rozbrykaj swój sklep na dobre!
Raz w tygodniu dostaniesz od nas konkretną porcję wiedzy: 1 artykuł,
1 szybką poradę,
1 narzędzie.